Dzień dobry
Od kilku dni we wszystkich mediach jesteśmy bombardowani hasłem „Polski Ład”. W szerokich komentarzach każdy stara się być dzisiaj ekspertem wyliczając plusy i minusy programu, który już w 2022 roku ma wejść w życie.
Jedno jest pewne. Szykuje się duża zmiana dla osób, które zakup swojej wymarzonej nieruchomości odłożyły ze względu na brak wkładu własnego. Przypomnę; od wielu lat minimalny wymagany wkład własny to 10% lub w przypadku kilku banków 20%.
Program „Polski ład” zakłada uzyskanie gwarancji bankowej do 100 tysięcy złotych, która ma uzupełnić brakujący wkład własny. Zakłada również dopłatę dla rodzin, które kupując mieszkanie na kredyt otrzymają 20 tysięcy na spłatę zobowiązania przy drugim dziecku, 60 tysięcy przy trzecim i kolejno po 20 tysięcy przy każdym kolejnym dziecku, aż do gromadki sześciu dzieci. Premier doprecyzował założenia ustawy i będzie to dotyczyło tylko i wyłącznie osób, które dopiero zamierzają mieć drugie i kolejne dziecko.
Czy to dobry pomysł?
Moim skromnym zdaniem PLUSY tego rozwiązania przysłaniają wady, które w przypadku każdego poprzedniego programu dopłat jak „Rodzina na swoim” lub „Mieszkanie dla młodych” były marginalne.
Czy deweloperzy wykorzystają zwiększenie popytu i podniosą ceny nieruchomości?
Czy banki podniosą marże kredytów widząc rosnące słupki sprzedaży hipotek?
Nie wiem. Zdecyduje rynek i rady nadzorcze wielu instytucji. Mam tylko nadzieję, że ludzka chciwość i chęć zysku będzie hamowana przez ludzki rozsądek i resztki korporacyjnej przyzwoitości.
Kierując się sporym doświadczeniem mogę napisać jednak, że od wielu lat obserwuję rosnącą świadomość osób zaciągających kredyty hipoteczne, stoję również na straży, że wprowadzenie Rekomendacją S w 2013 przez KNF wymogu posiadania wkładu własnego to bardzo dobra decyzja, której nadrzędnym celem było uniknięcie kolejnego kryzysu na rynku nieruchomości.
Jako ekspert w hipotekach i właściciel małej firmy finansowej codziennie odbieram minimum jeden nowy telefon od osób zainteresowanych kredytem na zakup lub budowę. Nie pamiętam już telefonu /a pamięć mam bardzo dobrą :) /, w którym klient zasugerował z zakłopotaniem, że nie posiada wkładu własnego. Codziennością staje się dla mnie zaangażowanie na poziomie 20%.
To po co w takim razie wprowadzać taki program?
1. Dziewczyna w wieku 30 lat, singielka, umowa o pracę na czas nieokreślony, średnia z 12 miesięcy 4000 netto. Wynajmuje pokój w Krk za 900 zł miesięcznie. Płaci za telefon, media około 300 zł. Na życie zostaje jej 2800 zł. Jej rodzice utrzymują się z renty i emerytury więc trudno im jej pomóc.
2. Rodzice z jednym dzieckiem. Pan pracuje jako handlowiec w markecie, umowa na czas nieokreślony 3200 zł netto miesięcznie, Pani po macierzyńskim wróciła do pracy w korporacji i zarabia aktualnie 3000 zł netto. Państwo wynajmują mieszkanie 1500 zł mies, płacą za półprywatny żłobek 600 zł/mies. Media 500 zł/mies. Na życie zostaje im 3800 zł. Podobnie jak w punkcie pierwszym nie mają wsparcia finansowego od rodziców.
To tylko dwa bardzo ogólne przykłady, dlaczego czasami po prostu nie da się uzbierać 10 lub 20% środków na wkład własny. To fakt a nie mity.
Cieszę się, że już w kolejnym roku odbiorę telefon i będę mógł zaprosić na spotkanie osoby, które ośmielone nowym programem zrealizują marzenia o swoim mieszkaniu :)